strona główna


...


fuck valentine's, i want ballantine's!
skoro przyszedł czas walentynek, tego dość wkurzającego święta, przyszła też do mnie ochota na odświeżenie mojego bloga. a dokładniej mówiąc naszła mnie myśl dość podła, bo strasznie, ale to na prawdę strasznie podobają mi się walentynki bez faceta. nie dość, że nie ma problemu z wymyślaniem prezentu, to jeszcze bez wyrzutów sumienia mogę sobie sama wybrać prezent jaki tylko mi się spodoba. wynikiem tego kupiłam sobie dziś śliczny stanik. i myślę, że jest to jeden z bardziej trafionych walentynkowych prezentów. jak to też dziś usłyszałam, święto to jest dla zakochanych, a ja dla przekory będę zakochana w sobie. 
niestety świętować wciąż nie można, bo miałoby to dość średnie efekty dla samorozwoju, dlatego też muszę w końcu wziąć się porządnie za wykańczanie nowego mieszkania, co miałam już zacząć w zeszłym tygodniu. ale czy komuś się spieszy? tak! niestety mi się spieszy i moje lenistwo biorące górę nad ochotą zamieszkania w nowiutkim mieszkaniu trochę mnie drażni. ale w środę (no bo jutro nie ma kiedy oczywiście, spotkanie, opera, tralalala i czasu brak) może w końcu odwiedzę jakieś sklepy. a tym czasem lenistwa ciąg dalszy.

2011-02-14 19:45:27 skomentuj (0)



blog.pl